Po raz pierwszy założyłem mundur wojskowy podczas Powstania Warszawskiego. Był to granatowy kombinezon mundur powstańczy żołnierzy pułku „Baszta” na Mokotowie. I tak to zaczęło...
Zaraz potem był mundur jeniecki sanitariusza obozowej izby chorych. Na domiar złego był to przedziwny mundur... niemiecki z czasów I wojny światowej. Ubrano tak powstańców w obozie do czasu otrzymania mundurów amerykańskich w paczkach Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.
Po kapitulacji Niemiec i po wyzwoleniu z obozów jenieckich przebrano nas pospiesznie zaraz po dezynfekcji w to, co było pod ręką, a więc znów w niemieckie, tym razem granatowe mundury marynarskie z remanentów Krigsmarine…
W Polskim Szpitalu Wojskowym na wyspie Sylt pracowałem, ubrany już jak należy, w mundur angielski.
Później były studia medyczne na Uniwersytecie Reńskim w Bonn, dla odmiany w mundurze amerykańskim.
Do Kraju wróciłem w mundurze angielskim, w którym to mundurze jeszcze przez dłuższy czas paradowało się na wykłady wydziału lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. W tym okresie, na naszym „roku”, dużą i malowniczą grupę stanowili studenci odziani w przeróżne mundury. Repatrianci z Zachodu w mundurach angielskich, amerykańskich, francuskich, zależnie od strefy, z której przybyli. Repatrianci ze Wschodu w niezbyt twarzowych, ale polskich mundurach byłych żołnierzy 1 Armii W.P. A poza tym byli także wśród nas studenci w aktualnych mundurach, oddelegowani na studia z wojska.
Chodziło się w tym, co się miało, to prawda, ale nie dało sie ukryć faktu, że w tym czasie panowała wyjątkowa moda na mundury...
Długo jeszcze na egzaminach, nawet u najbardziej wymagających profesorów, mundur zjednywał sympatię, a przede wszystkim zastępował najlepszy strój wizytowy.
Ten właściwy, przez tyle lat wymarzony, mundur polski założyłem dopiero w kilka lat po ukończeniu studiów i to - jak na ironię losu – z przymusu, gdy w 1957 roku powołany zostałem do obowiązkowej służby dwuletniej dla lekarzy.
Po powrocie do Kraju wszystkiego mogłem się spodziewać – aresztowania, wywózki na Daleki Wschód, w najlepszym wypadku utrudnienia w przyjęciu na studia, ale przecież nie służby w Wojsku Polskim… Z takim życiorysem…
/Zamiast wstępu/
Rok wydania 2000
ISBN: 83-913337-0-1
Liczba stron: 230
Format: 16,5 x 24 cm
Oprawa miękka
Książka wydana nakładem autora