Wychowywałem się w wysoce patriotycznej atmosferze i kulcie dla marszałka Piłsudskiego. Moim niedoścignionym wzorem był wuj Emil Fieldorf (późniejszy legendarny dowódca Kedywu AK - generał ,,Nil”), mąż siostry ojca, a mojej matki chrzestnej Janiny. Darzyłem go prawie bałwochwalczym uwielbieniem. Miał on za sobą bohaterską przeszłość w Legionach Polskich. Urodzony dowódca, poświęcił się karierze wojskowej i szybko awansował. W roku 1938, mając 43 lata, osiągnął stopień pułkownika i został dowódcą 51 pułku piechoty w Brzeżanach. W domu znałem go jako człowieka rozluźnionego i pełnego humoru. Był niepoprawnym kawalarzem, przed którym musieli się strzec nie tylko członkowie rodziny, ale i znajomi odwiedzający gościnny dom przy ul. Kalwaryjskiej. Na przykład ktoś zaproszony na herbatkę dostawał przy stole szklankę, mającą u góry wzorek, a w nim misternie ukryte otworki. Nie wtajemniczony gość nie mógł pojąć, dlaczego herbata ciągle spływa mu po brodzie, i speszony wycierał się ukradkiem serwetką. Dopiero kiedy ciotka Janka, największa śmieszka w rodzinie, nie mogąc już dłużej utrzymać powagi, parskała nagle śmiechem, gość wreszcie orientował się, że go nabrano. Gorszym żartem była poduszeczka, która podczas siadania na niej wydawała dosyć jednoznaczny, acz nieprzystojny odgłos. Ale tego typu żart nie nadawał się do salonu...
Fieldorfowie mieli dwie córki. Młodszą Marysię i starszą od niej o dwa lata Krysię, zwaną „dużą Krysią”, w odróżnieniu od „małej Krysi”, córki cioci Kazi najmłodszej z moich ciotek, nie wiadomo dlaczego zwanej w rodzinie „Mecią”. Kazia wyszła za mąż za kapitana Tadeusza Zacharę, co powiększyło grono oficerów w rodzinie. Oprócz „małej Krysi” Zacharowie mieli syna Andrzeja. Poza tym miałem jeszcze dwie ciotki - nauczycielkę Ludkę i Zosię. Mąż Zosi, Stanisław Grześkowiak, wyjątkowo nie był oficerem, ale do rodziny naszej bardzo się przywiązał.
/fragment/
Rok wydania: 1996
Oprawa miękka
Stron: 240 + 16 str. (zdjęcia czarno-białe)
Wymiary: 17 x 24 cm
ISBN: 83-85571-05-1
Wydawnictwo Agawa